Napisali o rysunkach

"Dwutygodnik" nr 12/2009

(…) Świetlicki nieustannie próbuje umknąć — niczym owad z jego własnych przedstawień przed zachłannym i starannym entomologiem, uzbrojonym w odpowiednie narzędzia interpretacyjnych łowów — od mówienia o swych obrazkach, o ich znaczeniu czy artystycznym wyrazie, o ich przynależności tu lub tam. (…) Ale ja mam dla niego inną interpretacyjną szpilę — szpilę, jak paskudnie sobie schlebiam, wcale przez Świetlickiego nieoczekiwaną, niepodejrzewaną. A to znaczy — niech będzie! — że widzę w jego rysunkach przede wszystkim rozpisaną na rozrzucone po świecie obrazki opowieść moralisty, rzecz o dobru i złu (albo, inaczej, o życiu i nicości), o zmaganiu się ich z sobą w pokiereszowanym na amen pejzażu, w czasie zawsze marnym, nie tylko dla poety. (…)

Cały tekst na stronie dwutygodnik.com

Zbigniew Mikołejko, Szukając, może nawet znajdując

„Gazeta Wyborcza”, 15 czerwca 2009 r.

Wiadomo, że Marcin Świetlicki jest człowiekiem licznych talentów: pisze wiersze, powieści kryminalne (w ostatni weekend za kryminał „Jedenaście” otrzymał Literacką Nagrodę Gdynia), udziela się jako melorecytujący wokalista w rozmaitych projektach, głównie w zespole Świetliki. Mało kto jednak wie, że autor „Zimnych krajów” ma także talent plastyczny. Można się z nim zapoznać, przeglądając starannie wydaną książkę „Rysunki zabrane”. (…)

Rysunki ułożone są w cykle tematyczne, m.in. „Akwarystyka”, „Latawce”, Miasto”, „Złe misie” (bo piją, palą, balują w knajpach i nie kończą dobrze, oj, nie). Jedne rysowane są oszczędną kreską, drugie są bardziej dopracowane, niektóre dowcipne — na granicy satyry, inne — mroczne i niepokojące, część z nich (większa) wywiedziona z wyobraźni, część zaś (mniejsza) jest wynikiem przepuszczenia tego, co w „realu”, przez osobliwy/osobisty filtr. Mimo to, podobnie jak w przypadku wierszy czy prozy Świetlickiego, nie sposób ich pomylić z rysunkami innych. Należą do kategorii rozpoznawalnych na pierwszy rzut oka, „osobnych”.

Wydaje mi się, że nie tyle teksty Świetlickiego pozwalają zrozumieć jego rysunki, co raczej rysunki inaczej — by tak rzec — oświetlają to, co napisał. W „Rysunkach zabranych” wyraźnie objawiają się te cechy działalności artystycznej autora, które zazwyczaj bywają pomijane albo bagatelizowane przez komentatorów: specyficzny, dyskretny humor, ironia, dystans wobec świata, ale również i samego siebie, a do tego jeszcze nietuzinkowa wyobraźnia.

Robert Ostaszewski, Świetlik na świstkach

„Przekrój”, 10 czerwca 2009 r.

„Obrazki traktuję jak niechciane dzieci” — mówi Świetlicki w rozmowie z pomysłodawcą książki Jarosławem Borowcem. A zatem niepoważnie i od niechcenia? Może i tak, ale kiedy ogląda się album plastycznych wyczynów krakowskiego poety, łatwo się przekonać, że ma on wielkie szczęście do takiej przygodnej prokreacji. (…)

(…) Bardzo jest więc ładnie, tym bardziej zresztą że jesienią ukaże się — podobno — nowa książka ze Świetlickiego dziećmi chcianymi, czyli wierszami. Niech naród zacznie zbierać składki na sute becikowe.

Marcin Sendecki, Niechciane dzieci, czyli jak Świetlicki rysuje

copyright © www.czteryoczy.pl 2009-2010