Rozmowa z artystą

Rysunki Marcina Świetlickiego są…

…na pewno nie są sztuką, bo Marcin Świetlicki nie przykłada do nich takiej wagi, jaką przykłada do innych swoich czynności — przede wszystkim do pisania. (…) Wolałbym oczywiście panować nad tym, co robię, nad rysunkami jednak nie panuję. Jest to chyba jakiś rodzaj nerwicy. Coś przeze mnie rysuje. Jakiś stwór. (…) Rysunki przebywają po zwierzęcej stronie mojej natury.

Kiedy zaczął pan rysować?

Rysowałem całe życie. Nie wiem, kiedy i jak to się wydarzyło, że taki rysunek był już „czymś”. Nie jest tak, żebym szczególnie to lubił, żebym czerpał z tego jakąś przyjemność. To raczej jakieś odrzuty mózgu, coś co trzeba inaczej wypowiedzieć. Nawet nie wiem, czy robi to mózg, może tylko ręka? (…)

A kogo pan ceni z rysowników?

O, uwielbiam tysiące osób rysujących! Zaczynając od rysowników dziecięcych, z którymi się najpierw zetknąłem, to na pewno Bohdana Butenkę, Jana Szancera, Antoniego Uniechowskiego, Zbigniewa Lengrena. Niedawno kupiłem 35 maja Ericha Kastnera z rysunkami Butenki. Jest tam takie zdanie: „Weszli na pustynię”. I cała strona w kropki, kolejna strona w kropki, odwracamy, a tam znowu strona w kropki. Uwielbiam takie rzeczy. (…) Przypomniał mi się jeszcze ukochany rysownik — Daniel Mróz. (…)

Cała rozmowa w albumie Rysunki zabrane.

copyright © www.czteryoczy.pl 2009-2010